Daisy Red Ryder

Red Ryder Carbine – czyli wiatrówkowy karabinek wiernie odwzorowujący sposób działania legendarnego Winchestera używanego na Dzikim Zachodzie. Ale czy rzeczywiście tak jest?

Karabinek Red Ryder carbine od firmy Daisy jest budżetową propozycją dla osób, które chcą w swojej kolekcji wiatrówek posiadać model wyglądający i działający podobnie jak słynny winchester. Red Ryder to karabinek sprężynowy – waży niecały kilogram, ma długość zaledwie 90 centymetrów i strzela śrutem kulistym 4.46 mm.

Kolba oraz chwyt przedni karabinka wykonane są z drewna i polakierowane na jasny kolor. Na prawej stronie kolby możemy zauważyć laserowo wycięty wizerunek kowboja jadącego na koniu z nazwą modelu Red Ryder. Kolba jest nieco krótsza i chudsza, co powinno się spodobać osobom o mniejszej budowie ciała lub nastolatkom. Jest ona dobrze i wygodnie wyprofilowana, ale brakuje na niej chropowatej stopki, przez co podczas strzelania lubi się niestety ślizgać w dołku strzeleckim.

Chwyt przedni przymocowany jest na pojedynczą śrubkę i metalową obejmę. Jest on dość mały i jak na moje standardy – średnio wygodny. Z racji tego, że raczej nie należę do mikrusów – ciężko jest mi się ułożyć w odpowiedniej pozycji do oddawania strzałów, lecz osobom o mniejszej budowie ciała powinno być łatwiej. Ponadto chwyt przedni, jak i kolba są w dotyku śliskie i o ile strzelając gołymi rękoma jakoś strasznie mi to nie przeszkadzało, tak strzelanie w rękawiczkach lub ze spoconymi dłońmi w pewnym momencie sprawiało wrażenie jakbym miał w ręku mokre mydło.

Z drugiej strony może i się czepiam, ale jakość powłoki lakierniczej nie jest najwyższa i po kilku dniach użytkowania są widoczne przetarcia na kolbie i osadzie. Warto tu zaznaczyć, iż przetarcia te nie powstały na wskutek opierania o podłoże, lecz zwyczajnie od przenoszenia w torbie czy plecaku i podczas standardowego strzelania. Z drugiej strony jest to zwykły kawałek drewna więc jak się wytrze to można go polakierować na nowo.

Obudowa, jak i lufa zewnętrzna są wykonane ze stali i są dobrze spasowane z resztą konstrukcji. Na obudowie po pierwszej godzinie zabawy widać było już pierwsze ryski. Jest ona w kilku miejscach skręcona po prostu na śrubki z nakrętką i o ile ten surowy styl bardzo mi się podoba, o tyle nie jestem w stanie powiedzieć czy i ewentualnie kiedy zaczną się te śrubki najzwyczajniej odkręcać.

Stalowa lufa zewnętrzna jest jednocześnie magazynkiem na kulki w kal. 4.46mm. U samego końca lufy posiada plastikową zaślepkę, która jest portem ładowania. Producent twierdzi, że magazynek mieści 650 kulek, lecz w moim przypadku przy 620 zaczęły się one wysypywać z podajnika. Prawdopodobnie idzie zmieścić 650 kulek, lecz wiele zależy od ich ułożenia w magazynku i osobiście nie zalecam ładowania magazynka do pełna, gdyż kulki zaczynają się blokować i nie docierają do podajnika.

Na lufie zewnętrznej znajdziemy także szereg napisów i instrukcji BHP, które ten karabinek szpecą i według mnie są tam umieszczone niepotrzebnie. Między napisami znajdziemy także okienko kontrolne podajnika kulek, jak i otwór do smarowania elementów wewnętrznych karabinka.

Lufa zewnętrzna kryje w sobie lufę wewnętrzną pozbawioną gwintu, zaś pod lufą znajduje się atrapa magazynka – wykonana ze stopu lekkiego.

Na grzbiecie wiatrówki znajdziemy klasycznie muszkę i szczerbinkę i o ile muszka jest plastikowa z metalowymi elementami i jest przytwierdzona na stałe bez regulacji, o tyle szczerbinka jest już w pełni stalowa i posiada regulację. Odbywa się ona za pomocą plastikowego suwaka, który chodzi dość ciężko i niestety jest raczej mało precyzyjny.

Skoro już jesteśmy przy przyrządach celowniczych to warto wspomnieć, iż producent na swojej stronie oferuje szynę montażową w standardzie 11mm do tego karabinka. Jej montaż jest bardzo prosty i wystarczy unieść szczerbinkę do góry i zaczepić szynę z jednej strony o podstawę szczerbinki, a z drugiej strony przykręcić śrubkę, która wchodzi w kolbę.

Spust w tej wiatrówce został wykonany z plastiku i mieści w sobie bezpiecznik. Ten klasyczny, przetykowy z oznaczeniem w kolorze czerwonym bezpiecznik jest niewielkich rozmiarów i jest dość słabo wyczuwalny. Spust niestety również nie należy do dużych i łatwo wyczuwalnych elementów – jest po prostu mały, krótki i widać, że został przygotowany dla osób z małymi dłońmi lub dla nastolatków. Samo ściąganie spustu nie sprawia żadnego problemu – jest one wygodne, a sama droga ściągania – krótka.

Podczas strzelania trafienie palcem na spust utrudnia jednak niewielkich rozmiarów kabłąk, który jest zintegrowany z mechanizmem przeładowania. Kabłąk jest na tyle mały, że podczas strzelania w rękawiczkach palec będąc na spuście miał bardzo miało miejsca i po prostu było ciasno. Cały kabłąk, zintegrowany z dźwignią przeładowania, został wykonany ze stopów lekkich i podczas przeładowania nie widać żadnych luzów czy zacięć.

No i właśnie mechanizm przeładowania… O ile sam mechanizm z zewnątrz został zrobiony ładnie i tutaj nie ma do czego się przyczepić, o tyle sposób jego działania pozostawia wiele do życzenia.

Dźwignia krótko mówiąc chodzi bardzo topornie i mało płynnie. Na początku naciągu nie czuć naciągu sprężyny, lecz nagle dźwignia zaczyna stawia spory opór – nie naciąga ona sprężyny w czasie pełnego ruchu, lecz tylko w jej części, co wpływa negatywnie na płynność użytkowania.

Kupując wiatrówkę wzorowaną wyglądem i mechanizmem na klasycznym winchesterze chciałem się poczuć jak prawdziwy kowboj i przeładowywać i strzelać z tego karabinka jak w westernach. Niestety jest to utrudnione za sprawą topornego naciągu i o ile oddając około 50 strzałów nie robi to problemu, o tyle po wystrzeleniu całego magazynka paluchy są obtarte i zwyczajnie bolą po ładowaniu jak kowboj. Strzelając w rękawiczkach już po pierwszym magazynku musiałem zmienić sposób przeładowania.

Niestety nie jest to jedyny problem, który nie pozwala nam strzelać jak kowboj. Mechanizm podajnika został tak zrobiony, że wewnątrz nie posiada żadnej wstępnej komory, a kulki są podawane bezpośrednio z magazynka i tu powstaje problem – podczas przeładowania lufa karabinka musi być skierowana ku górze, bo kulki zsypują się do podajnika i są podawane grawitacyjnie. Celując do tarczy i strzelając raz za razem na 6 strzałów wyleciały mi tylko 2 kulki, bo pierwsza była już załadowana, a kolejna wpadła do podajnika, bo był prawie pełny magazynek.

Podajnik oraz mechanizm ładowania zostały zrobione budżetowo i tak też działają. Ładując karabinek powinniśmy za każdym razem skierować lufę do góry i w okienku podajnika upewnić się, że kulka na pewno została załadowana, lecz nawet po upewnieniu się, że widać kulki w okienku – nie ma pewności, że kulka na pewno została załadowana. Na wystrzelonych półtora tysiąca strzałów kilkanaście razy padł pusty strzał i to bez względu na to czy magazynek był pełny czy też nie.

No właśnie, ale jakie są wrażenia z samego strzelania? Karabinek jest w stanie wypruć z siebie śrut z prędkością około 100m/s, co jest wynikiem zbliżonym do pistoletów zasilanych CO2. Moc takiego karabinka oscyluje w granicy ok 2,5J, co sprawia, że przewrócenie figurek na strzelnicy jest możliwe tylko z odległości ok 5 metrów. I nie mowie tutaj o dużych figurkach (np. dzika czy gołębia), bo te ani drgną – chodzi tutaj o małe figurki ptaszków.

Karabinek był testowany na 5, 10 i 25 metrach. Niestety małą prędkość początkowa, jak i gładka lufa powoduje, że jest on celny i powtarzalny na dystansie do 10 metrów.

Na 5 metrów nie ma problemu i w tarczę 10 x 10 jesteśmy w stanie zmieścić wszystkie wystrzelone kulki.

Na 10 metrów, jeśli nie będziemy się pilnować, to możemy posłać śrut już obok tarczy.

Na 25 metrów natomiast jest to już całkowita loteria – kulki dolatują na taki dystans i po ustawieniu celownika i wstępnym wstrzelaniu się na 10 strzałów jesteśmy w stanie trafić góra 4 razy. Reszta jest rozsiana jak liście na wietrze – już nie wspominając o powtarzalności strzałów.

Jak możemy przeczytać na stronie producenta karabinek został przygotowany dla młodych strzelców do „zabawy w strzelanie”. Dzięki wyglądowi karabinka, jak i sposobowi działania, mają się oni bawić jak na dzikim zachodzie. Niestety w moim przekonaniu karabinek podczas przeładowania jest na tyle toporny, że szybko zniechęci młodego strzelca do korzystania z niego. Moja 9-letnia córka szarpała się z naciągiem i dość szybko widać było frustrację na jej twarzy podczas naciągania sprężyny. Na szczęście sprężynę w karabinku możemy naciągać na raty.

Podsumowując: mając w ręku karabinek, który działa i wygląda jak winchester chciałoby się postrzelać z niego jak z winchestera, lecz toporny mechanizm napięcia sprężyny i średnio działający podajnik kulek nam w tym nie pomagają. Średnia celność karabinka, jak i jego zasięg, klasyfikuje go na poziomie zabawki „plujki” niż poważniejszego sprzętu.

I właśnie jako takiego trzeba go traktować – jest to po prostu zabawka do strzelania na działce do puszek i butelek. Warto jednak pamiętać, iż jest to karabinek bardzo budżetowy, który cieszy oko swoim wyglądem – świetnie wygląda na ścianie. Świetnie też się sprawdził podczas rodzinnej wędrówki, gdzie po przejściu kilkunastu kilometrów chcieliśmy sobie postrzelać ot tak dla zabawy.

Pomimo swoich wad sprawia dość sporą przyjemność podczas strzelania. Ciężki naciąg i reszta problemów spadają na dalszy plan, kiedy zaczynamy się bawić w strzelanie i strącać kolejne puszki. Moje dzieciaki, pomimo grymasu na twarzy przy naciąganiu, też się dobrze bawiły i widać było, że im się podoba, a po zakończonej zabawie w strzelanie karabinek świetnie wygląda powieszony nad kominkiem.

Kupując ten model trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że za 269 zł otrzymacie karabinek, który ma swoje wady i ograniczenia. Jeśli jednak godzicie się na to i zdajecie sobie sprawę, że kupujecie dość tani sprzęt do zabawy w strzelanie do puszek, to karabinek ten będzie zarówno cieszył oko jak i dawał sporo frajdy podczas rywalizacji.

A cały test jak i recenzję możecie obejrzeć tutaj:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *