Copperhead jest bardzo często wybierany przez początkujących strzelców na pierwszą wiatrówkę. Więc sprawdźmy czy rzeczywiście jest to sprzęt godny polecenia.
Ale zacznijmy od początku. Karabinek zamówiłem ze strony militaria.pl i przyszedł od tak sobie po prostu w kartonie. Karabinek zapakowany jak zawsze troszkę styropianu, żeby nie latał i się nie obijał w kartonie i tyle. Crosman i militaria usłyszały moje ciągłe marudzenie o braku odpowiedniej instrukcji, więc tym razem dostaliśmy dwie instrukcje. W języku polskim i w języku polskim. Natomiast paczka śrutów do testów wyglądała jak by komuś spadła na ziemię, ze 16 razy…

Ok, ale was interesuje jak karabinek jest wykonany. Miedziany łeb jest to klasycznie łamany karabinek w kalibrze 4.5 mm. Karabinek jest osadzony w drewnianym łożu i pomalowany na ciemny kolor, w sumie to chyba ciemny orzech. Trzeba przyznać na pierwszy rzut oka robi wrażenie. Niestety gdy weźmiemy karabinek do ręki emocje nieco opadają z kilku powodów.

Osada została wykonana z drewna, ale w żadnym opisie nie jest napisany jaki to rodzaj drewna. W dotyku przypomina sezonowaną sosnę, jest lekkie i ciepłe w dotyku. Natomiast widać na nim sporo niedoskonałości. Drobne błędy w lakierowaniu i odciśnięcia na osadzie były widoczne na moim egzemplarzu jeszcze przed strzelaniem.
Razi także jakość wykonania elementów osady od wewnętrznej strony. O ile z zewnątrz osada jest pięknie wyszlifowana aż się cała ślizga, o tyle element od strony portu ładowania czy od dołu zawiasu naciągu wygląda jak by ktoś to strugał na kolanie.
W sumie wspominam o tym tylko dla tego, bo wiem że są osoby które bardzo zwracają na to uwagę. Natomiast mi bardziej przeszkadza brak jakichkolwiek grawerów czy żłobień w okolicy chwytów. No nie ma żadnej antypoślizgowej faktury, przez co karabinek jest po prostu śliski.

Samo malowanie jak wspomniałem jest bardzo ładne, ale zastosowano tutaj lakierobejcę i wykończono ją w macie. Ogólnie bardzo mi się podoba, ale po majówkowym strzelaniu gdy karabinek przechodził z rąk do rąk i był odkładany na stół, widać już pierwsze ryski i obicia. Nawet w jednym miejscu zszedł już lakier.
Kolba typu ambi pozwala na strzelanie osobom prawo i lewo ręcznym i tutaj muszę przyznać, że jeśli o mnie chodzi jest wygodna i pasuje idealnie, a kolba jest wykończona gumową stopką.
Jeśli chodzi o kolbę to jestem nieco rozdarty, bo z jednej strony ona leży dobrze w dłoni jest wygodna i dopasowana, ale braki w wykończeniu i brak jakiejkolwiek faktury trochę razi. Ale tak jak mówię mi jest wygodnie i głównie są braki w kosmetyce.

Pod osadą mamy kabłąk który jest wykonany z plastiku, który swoją wielkością przypomina ten z modelu summit. Jest na tyle duży że osoby z małpimi łapami w rękawiczkach też spokojnie zmieszczą palec i odnajdą spust. Spust posiada regulację i powiem Wam że chodzi twardo, na początku miałem problemy z wyczuciem go i podobny efekt miałem w Crosmanie Vital Shot.
Przed językiem spustowym jest wbudowany bezpiecznik, który niestety nie jest automatyczny. Musimy sami palcem zabezpieczyć karabinek przed przeładowaniem aby nie oddać niekontrolowanego wystrzału.

Na grzbiecie karabinka znajdziemy szynę montażową 11mm na którą możemy zamontować optykę. Dookoła szyny znajdziemy grawer z nazwą modelu i ostrzeżeniem że nie jest to zabawka, ale znajdziemy też miejsce gdzie produkowano ten model. To ci sami goście co wymyślili aliexpress
Wszystkie elementy metalowe są oksydowane standardowo na czarny półmatowy kolor. Oksyda dobrej jakości wytrzymała normalne weekendowe użytkowanie.

Port ładowania potrzebuje dopieszczenia i lepszego wykończenia. Jest otoczony standardową gumową uszczelką, którą możemy znaleźć w innych modelach od crosmana.
W tym karabinku mamy stałe przyrządy celownicze Tru-Glo wykonane z plastiku i są identyczne do tych które mamy zamontowane w Vital Shocie. Coś dużo tych podobieństw…
Muszka jest wyposażona w zielony światłowód i nie posiada możliwości regulacji, za to szczerbinkę możemy nastawiać w dwóch płaszczyznach pokrętłami i posiada dwa punkty światłowodu. Przy celowaniu na średnie i większe dystanse przyrządy spełniają swoją rolę i nie zasłaniają celów. Natomiast wykonanie i jakość nazwałbym co najwyżej poprawne.

Ok ale jak się z niego strzela. Zacznijmy od naciągu sprężyny. Chodzi ona dość ciężko, płynnie i mam wrażenie że nieco lżej niż w karabinkach z tej półki. Ale po oddaniu 300 strzałów już czuć w rękach zmęczenie.
Wyważenie karabinka jest dobre, ale mam wrażenie że ma delikatną tendencję do ściągana na lufę, troszkę jest to wina lekkiej kolby, ale wystarczy odpowiednio się ułożyć i jest bardzo wygodnie.
O ile ułożenie się do strzału i przyjęcie odpowiedniej i wygodnej postawy nie robi problemu, o tyle samo strzelanie bardzo mocno przypomina Vital Shota. Jak wspomniałem spust jest twardy i miałem na początku problem z wyczuciem go. Nie wiem dlaczego czy jest to wina że ostatnio strzelałem z karabinków z wyższej półki i się odzwyczaiłem od budżetówek, ale spust potrzebuje odpowiedniej regulacji i dopieszczenia.
Sam cykl strzału nie jest wydłużony, ale problemem są wibracje karabinka. Kilka pierwszych strzałów poszło w pole, bo musiałem się przyzwyczaić do szarpania i drgań. To jest dokładnie ten sam problem który był w Hatsanie Air Tact i Vital Shocie. Natomiast troszkę cierpliwości i po oddaniu kilkunastu strzałów zacząłem trafiać w cele.
Strzały do tarczy oddałem na 10 i 30 metrów strzelając z ręki. Na 10 metrów nawet taki leszcz jak ja zrobi dobre skupienie, o tyle na 30 metrów zaczynają się schody. Oczywiście wszystkie wystrzelone śruty trafiły w tarczę, ale cały czas mam wrażenie że dałbym radę strzelić lepiej i zrobić lepsze skupienie. Co ciekawe na tym samym dystansie strzelałem do figurek nieco większych od kciuka i bez większych problemów trafiałem w takie cele, za to na tarczy nie widać rewelacji. A może po prostu tarcz była zaczarowana.


Tak czy siak, celność karabinka jest na podobnym poziomie jak karabinki z półki budżetowej, ale mam wrażenie że po przeglądzie zerowym ten karabinek może jeszcze nie jednego zaskoczyć.
Karabinek wypruwa z siebie śrut JSB z prędkością ok 185 m/s co daje nam ok 14J mocy.
Ale jak sami pewnie zauważyliście cały czas porównuję go do Crosmana Vital Shot, bo wielu twierdzi że to jest ten sam karabinek tylko z inną osadą. I to się zgadza, ale nie do końca. Oba karabinki zostały zrobione z tych samych elementów i różnią się osadą i długością lufy. W Crosmanie Copperhead lufa jest dłuższa o ok. 5cm. Natomiast osady można zmieniać między karabinkami, bo otwory na śruby są w tych samych miejscach.
Podsumowując Crosman Copperhead jest dobrą wiatrówką i nadaje się dla osoby początkującej, tylko musimy sobie zdawać sprawę z pewnych niedoskonałości i ograniczeń tego sprzętu. Odnoszę wrażenie, że ten model próbuje udawać karabinek z wyższej półki i to trochę nieudolnie. Na pierwszy rzut oka, wiatrówka prezentuje się fantastycznie i przyciąga uwagę swoim wyglądem, dzięki bardzo ładnemu malowaniu, ale kiedy weźmiemy go na dłuższą chwile w ręce, to zaczynamy dostrzegać wszystkie niedopracowania. Po oddaniu pierwszych strzałów początkujący strzelec powie, ale on ma kopa, za to osoba która już trochę strzelała z wiatrówki zauważy, że ten kop nie przekłada się na osiągi karabinka. Z czasem ten karabinek może męczyć strzelca przez wibracje i buczenie sprężyny. A wszystkie te wady można było usunąć prostym sposobem i wtedy nie trzeba udawać modelu z wyższej półki, tylko się takim stać. Ten model ostatnio podrożał i na dzień dzisiejszy kosztuje 499 zł. Moim zdaniem jest to górna granica opłacalności, bo za niewiele ponad 150 zł możemy dostać model Vantage z nitro piston. Natomiast kiedy polubimy się z miedzianym łbem i zaakceptujemy go takim jaki jest, to z pewnością żadne puszki, butelki, popery i tarcze nie będą żadnym wyzwaniem.